Nasze punkty:   Warszawa Zdziechowskiego   Warszawa Skolimowska   Wrocław Polaka

Listy typu najgorsze/najbardziej znienawidzone są o wiele łatwiejsze niż zestawienia najlepszych produktów. Prosto jest hejtować i przychodzi to naturalnie – zapamiętujemy to, co nas zirytowało lub zniesmaczyło i nie trzeba dużo myśleć, żeby opisać, dlaczego dana rzecz zasłużyła na miejsce wśród sobie podobnych. Była tu już lista najlepszych rowerowych innowacji, a teraz czas na jej przeciwieństwo. Najgorsze produkty rowerowe – bezsensowne, niebezpieczne lub ciekawe, ale sprawiające zawód. A wszystko to absolutnie subiektywne, więc zapraszam do kłócenia się i obrony dzisiejszych bohaterów, jeśli z czymś się nie zgadzacie!

Żelowa nakładka na siodło

Hit sprzedaży Decathlonu, o który nieustannie pytają klienci poszukujący ulgi od niewygodnego siodełka. Zaciskany worek z żelową wkładką wydaje się sensownym, a przede wszystkim tanim rozwiązaniem. Tyle że nie działa. Nie trzyma się odpowiednio siodła, w związku z czym lata luźno na wszystkie strony i powoduje obtarcia. Niestety, czasem nie obejdzie się bez wymiany siodła – to bardzo indywidualny element. Inna sprawa, że równie często wystarczy je odpowiednio ustawić.

Przedłużka rury sterowej A-Head

Rozumiem, że niemożliwość łatwego i radykalnego podniesienia mostka może frustrować. Przy klasycznych sterach nie było to problemem, no chyba że ktoś zupełnie lekceważył ograniczenia i tracił zęby przez zbyt wysunięty z rury sterowej mostek. Jak rozwiązać ten problem we współczesnych rowerach? Oczywiście przedłużką. I o ile poza paskudnym wyglądem ma ona jakiś sens w przypadku krótko (ale nie za krótko) przyciętej rury sterowej na przykład w trekkingu, to zazwyczaj widzi się je w formie wysokiej wieży na rowerze MTB zaprojektowanym do pochylonej sylwetki. W efekcie otrzymujemy rower, który jest nie tylko niewygodny, ale też źle się prowadzi. Niestety nieodpowiednie dobranie typu roweru do zastosowań i oczekiwań to wciąż powszechny problem.

Rura sterowa nie lubi tego, choć pęknięcia są rzadkością. No chyba, że ktoś zamontuje to do karbonu. Foto:
Andrew Otto

Składany mostek

Najgorsze produkty rowerowe wynikają najczęściej z dobrych intencji i „olśniewająych” pomysłów. Sam kiedyś miałem tak mało miejsca w mieszkaniu, że aby powiesić rower, za każdym razem musiałem luzować mostek i skręcać kierownicę. Ktoś widocznie zmierzył się z tym samym problemem i pomyślał, że rozwiąże go specjalny, obrotowy mostek. Spotkałem to rozwiązanie raz i było okropne – mostek był drogi, ciężki i miał luzy. Teraz szybkie googlowanie pokazało, że kilka osób wpadło na to niezależnie, jednak zawsze efektem jest inżynieryjny potworek. To już chyba lepiej obracać mostek i przy okazji kontrolować luzy na sterach.

Cena to nieco ponad 400 zł. Zdjęcie ze strony producenta.

Ledowe i odblaskowe nakładki na szprychy

Ja wiem, że problem widoczności rowerzystów z boku to poważna sprawa. Rewolucją miały tu być proste odblaskowe nakładki, które wciska się na pojedyncze szprychy. I rzeczywiście, efekt w nocy jest świetny. Niestety nie trwa to długo – nakładki błyskawicznie zbierają brud, a ich doczyszczenie jest prawdziwym koszmarem. Z ledowymi modułami problem jest podobny, a do tego większość z nich jest ciężka i powoduje odczuwalne wibracje niewyważonego koła. Raczej okazjonalny bajer niż użyteczne wyposażenie.

Tu użyte wyjątkowo skromnie – zazwyczaj pokrywają całe koło. W sumie ta technika ma więcej sensu, bo łatwiej będzie o nie zadbać. Foto:
bundokbiker

Noski

Najgorsze produkty rowerowe wcale nie musiały być najgorsze zawsze. Przez dziesiątki lat noski były obowiązkowym wyposażeniem szosy pozwalającym na maksymalnie efektywne pedałowanie. Na torze nadal są w cenie. Ale powiedzmy sobie szczerze – do użytku na ulicy po dociągnięciu pasków są hipsterskim pomysłem na samobójstwo. Niech żyją pedały zatrzaskowe!

To już historia. Zdjęcie: Internet Archive Book Images

Śmigła inne niż karbonowe

Aero! Trzy karbonowe szprychy o płynnych liniach albo kanciaste Spinergy niszczą wszelkie mierniki bycia cool. Na przełomie wieków szybko to zauważono, ale poradzono sobie z problemem drogiego materiału – przecież można robić takie koła z metalu. Masowo trafiały do marketowych rowerów górskich, windując ich wagę, a ostatnio zaliczyły powrót do tanich single speedów i fixów z Allegro. Obrzydliwie ciężkie koło, którego nie da się wycentrować? Ekstra!

Tanie fulle to najgorsze produkty rowerowe

Śmigła przypomniały mi o koszmarze z dzieciństwa, czyli rowerze z pełną amortyzacją z Auchan. Wzorowane na Cannodale’u stalowe ramy ważyły tonę, miały obrzydliwe luzy wszędzie i niejednokrotnie łamały się pod dziećmi. Ale ten problem jest szerszy. Aby full działał, jak trzeba, rama musi być wykonana dokładnie, a cały układ wahacza łożyskowany. A to kosztuje. Do tego dodajmy jeszcze sensowne amortyzatory i nagle okazuje się, że wyszliśmy poza budżet podstawowego roweru górskiego, a nie mamy jeszcze kół, wsporników i osprzętu. Efekt jest taki, że rowerach tego typu poniżej 8000 zł pełno widocznych oszczędności na osprzęcie – amortyzatory SunTour’a i 9-rzędowe napędy nie są tu niczym nadzwyczajnym. Poniżej 6000 zł kompromisy jakościowe często są tak duże, że zalety pełnej amortyzacji przestają mieć sens – otrzymujemy albo rower zwyczajnie tandetny, albo obrzydliwie ciężki i rozklekotany. Bez sensu.

A jakie są najgorsze produkty rowerowe według Ciebie?

Zdjęcie główne: julian correa

Kliknij aby ocenić ten wpis
[Suma: 4 Średnia: 4.3]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.