Jeśli istnieje duża marka, której rowery radykalnie odróżniają się na tle konkurencji, to właśnie Cannondale. Amerykańskie rowery są nie tylko zaawansowane technologicznie, często idąc zupełnie innymi ścieżkami niż reszta (choćby aluminiowa seria CAAD), ale często też zaskakują wyglądem. Jeśli widzisz amortyzator lub widelec z jednym goleniem, to nie masz wątpliwości, kto za nim stoi. Gdy pierwszy raz zobaczyłem srebrno-zielonego CAADa przyprowadzonego na serwis, nie mogłem się od niego oderwać. Był smukły i elegancki, zupełnie inny niż bułowate karbonowe szosy, z którymi miałem wtedy do czynienia.

Ciągłe dążenie do innowacji i awangardowy design kojarzy mi się z moją ulubioną marką motoryzacyjną – Citroenem. I podobnie jak Francuzi, Cannondale ma na koncie pionierskie koncepcje, które zostały przyjęte przez resztę rynku, jak i spektakularne porażki. Analogicznie ma tylu sympatyków, co przeciwników. Trzeba jednak przyznać, że konsekwentnie idzie swoją drogą (dzisiejszy Citroen to nuda). Choć to zupełnie inna bajka, niż nasze rowery, to jednak szanuję tę markę jak mało którą.

Krótka historia marki Cannondale

Firmę założono w 1971, aby… produkować betonowe prefabrykaty. Nazwa pochodzi od Cannondale Metro North – pobliskiej stacji kolejowej w Wilton, gdzie mieściła się siedziba firmy. Pierwsze lata były zupełnie nierowerowe. Kolejnym dużym projektem firmy był silnik napędzany amoniakiem. Wiązano z nim tak duże nadzieje, że postanowiono finansować go innymi produktami. Pierwszym z nich był klimatyzator bez ruchomych części. Wszystko zmieniło się, gdy Joe Montgomery – założyciel firmy, wybrał się z synem na wycieczkę rowerową. Cannondale stworzył wtedy przyczepkę Bugger z leksanową sprężyną oraz lekkie torby i sakwy rowerowe. Produkty te w ciągu kilku miesięcy podbiły przebojem amerykański rynek, a moce przerobowe zostały skierowane na akcesoria do turystyki rowerowej.

Cannondale Topstone
Nie można mieć wątpliwości, jakiej marki to rower. Zdjęcie ze strony producenta.

W 1983 roku nastąpił kolejny zwrot akcji. Marka wyprodukowała pierwszy rower – turystyczny model ST-500 i od razu walnęła z grubej rury. Dosłownie. Oparto go o aluminiową ramę z grubych rur – dużo lżejszą i sztywniejszą niż cokolwiek dostępnego wtedy na rynku (w tamtym czasie stal była normą w topowych szosach). Naturalnym było więc pójście w stronę sportu. Aluminiowe ramy z ręcznie polerowanymi spawami stały się na wiele lat znakiem rozpoznawczym marki, na której rowerach zdobyto kilkanaście tytułów mistrza świata w kolarstwie (głównie MTB) i wygrano kilkadziesiąt etapów Grand Tour’u.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych firmę zgubiła ambicja wejścia na nowy rynek – tym razem celowano w motocykle i quady. Zbyt późne i nieefektywne obniżenie kosztów produkcji doprowadziło do bankructwa w 2003. Firmę zlicytowano – przejęło ją Pegasus Capital Advisors, które szybko pozbyło się części motocyklowo-quadowej, a w 2008 za 200 000 dolarów sprzedało resztę Dorel Inustries – właścicielowi między innymi GT, Schwinna i Mongoose. Rok później całą produkcję przeniesiono do Tajwanu. Zniknęły ręcznie polerowane spawy i kultowy napis „handmade in USA”. Do oferty dołączyły tandetne rowery dziecięce, ale poza tym Cannondale nadal produkuje piękne i innowacyjne rowery. Mogło być gorzej. Zajmijmy się teraz tym, co najważniejsze.

Cannondale CAAD

Oversize’owe aluminiowe rurki były ewenementem na rynku, ale Amerykanie poszli krok dalej. W 1992 roku stworzyli pierwszą ramę zaprojektowaną przy pomocy komputera, a jakby tego było mało, dołożyli aluminiowy widelec. Skrót CAAD oznacza Cannondale Advanced Aluminum Design i jest używany zarówno do oznaczenia technologii projektowania ram, jak i linii modelowej. Branża rowerowa kocha wszelkiego rodzaju „mądre” skróty, a dochodzenie do tego, co znaczą losowe litery na ramie to znana rozrywka w serwisach. Ten jednak zasługuje na uznanie.

Piękna rama, szkoda, że reszta roweru jej nie dorównuje. Autor zdjęcia: Mark Taylor CunninghamFollow

Poza korporacyjnym gadaniem, CAAD to przede wszystkim bardzo dokładnie wykonane rurki o płynnie zmieniających się kształtach, co eliminuje typowe punkty wygięć oraz podwójne spawy, solidnie łączące całość. Dodajmy do tego najlepsze stopy i perfekcyjnie obrobione rurki, a otrzymamy do tego aluminiowe ramy lżejsze od wielu karbonowych. Żaden inny producent nie tworzy ram aluminiowych na takim poziomie. Kto jeździł na rowerze z podpisem CAAD, ten wie, jak bezpośrednie jest to doznanie – rower odpowiada twardo, przełożenie mocy i prowadzenie w zakrętach są pierwszorzędne. Jednak nic za darmo – większa sztywność to mniejszy komfort. Nie każdemu się to podoba.

Cannondale to także pierwszorzędne ramy karbonowe

W tej materii także byli jednymi z pionierów i nadal mają dużo do powiedzenia. Tu warto zwrócić przede wszystkim uwagę na technologię mikrozawieszenia SAVE. To spłaszczenie rurek w ten sposób, aby uginały się one w jednej płaszczyźnie, absorbując nierówności, a jednocześnie nie wpływając na utratę mocy i pogorszenie prowadzenia się. Brzmi skomplikowanie i takie jest, ale działa.

Headshok i Lefty

Najbardziej widoczna ekstrawagancja. Choć można (i nic w tym nowego) kupić rower z tradycyjnym amortyzatorem od zewnętrznego producenta, to modele wyposażone w wynalazki są specjalnością firmy. Wprowadzony w połowie lat dziewięćdziesiątych amortyzator Headshok, nazywany także Fatty, był dużo sztywniejszy i lżejszy od tradycyjnych konstrukcji dzięki przeniesieniu olejowego tłumika i sprężyny powietrznej do jednego modułu umieszczonego nad sztywnym widelcem. W połączeniu z charakterystycznymi ramami z serii Super V otrzymywaliśmy niezwykle… hmm… futurystyczne rowery. No dobra, były szpetne jak noc, a do tego ten wzór ramy był na przełomie wieków kopiowany przez producentów rowerów marketowych, kojarzy się więc okropnie. Za dzieciaka miałem coś takiego ze stali i nie potrafiłem go podnieść. Mimo wszystko to była inna liga niż konkurencja, a zawodnicy na V’kach mieli wtedy spore fory. A „ładny” egzemplarz na kołach Spinergy bym chętnie przytulił, aby zachwycać się jego brzydotą. To jest ciekawy klasyk, a nie kolejne Cinelli.

Cannondale Headshok
Headshok zapewnia „niepowtarzalne” proporcje. Autor zdjęcia: Xavier León

Amortyzator Lefty

Następca Headshoka prezentuje się dużo lepiej i działa wyśmienicie. Wygląda, jakby miał się za chwilę złamać, ale tego nie robi. Co szokujące, jest bardziej sztywny od tradycyjnych konkurentów. To zasługa wewnętrznej budowy opartej na kwadratowym profilu pracującym na łożyskach igiełkowych. W dodatku taka konstrukcja pracuje równie dobrze niezależnie od obciążenia. Jest też radykalnie lekki, szczególnie odkąd udało się pożegnać z dwupółkową konstrukcją. Dodatkowym plusem jest to, że można go zamontować do każdej ramy z taperowaną główką, niezależnie od jej wysokości. Lefty ma też oczywiście minusy. Poza ceną największe to ograniczony wybór piast oraz skomplikowany serwis – niewiele warsztatów się go podejmuje, trzeba też liczyć się z tym, że nie będzie tani.

Pinarello dogma xc Lefty
Pinarello z Leftym to chyba szczyt ekstrawagancji. Dalej jest tylko tytan. Autor zdjęcia: Glory Cycles

Przy okazji – można zmienić oponę bez zdejmowania koła. Niby mała rzecz, ale w czasie wyścigu robi różnicę. Istnieje też wersja ze skokiem 30 mm, przeznaczona do graveli Lefty Olivier.

Cannondale HollowGram i inne technologie

Dziś to przede wszystkim podmarka Cannondale’a produkująca części – mostki, korby, koła czy kierownice. Nazwa ta jednak odnosi się do technologii dwucześciowej, pustej w środku korby, podobnej do HollowTech Shimano. Gdy wprowadzono pierwszą generację w 2001, była o 80 gramów lżejsza niż ówczesny Dura Ace przy większej sztywności. To właśnie Cannondale jako pierwszy wprowadził zewnętrzne łożyska suportu oraz zwiększył średnicę główki ramy. On też jest odpowiedzialny za otwarty standard wciskanego suportu BB30. Trzeba przyznać, że lista innowacji jest imponująca.

Piasta Lefty
Piasty do Lefty’ego wymagają specjalnej przystawki do centrownicy. Autor zdjęcia: Glory Cycle

Oryginalność za wszelką cenę?

Czasem pewnie tak. Nadal jednak uważam za godne szacunku utrzymanie tak mocnej pozycji na rynku przy tak nieortodoksyjnym podejściu. Co prawda obawiam się, że korporacyjna struktura będzie sprawiać, że Cannondale jedynie utrzyma swoją dotychczasową „dziwność” i przestanie nas zaskakiwać. Nie od wczoraj wiadomo, że nie zawsze to, co ciekawe i postępowe jest opłacalne. A zadaniem wielkiej marki nie jest zachwycać ludzi, którzy w większości i tak nie kupią jej produktów, ale zarabiać pieniążki. Mimo wszystko to piękne rowery, które bardziej przemawiają do mojego poczucia estetyki, niż włoskie i francuskie marki.

Cannondale Super V
Do dziś się wyróżnia. Autor zdjęcia David Gardiner

Autor zdjęcia głównego: Dale Goodwin

Kliknij aby ocenić ten wpis
[Suma: 0 Średnia: 0]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.