Sram vs Shimano – wojna światów

SRAM, czy Shimano

Sram czy Shimano – podzielony świat rowerowy

Przez wiele lat pytanie brzmiało: „Shimano czy Campagnolo?”. Jednak z przełomem wieków Włosi zostali zepchnięci na dalszy plan, stając się, jeśli nie ciekawostką, to balansując na pograniczu niszy. Największym konkurentem japońskiego giganta stał się amerykański koncern SRAM. W ciągu ostatnich 20 lat napędy z tym logo na dobre zagnieździły się w rowerach używanych sportowo, a wiele osób nie wyobraża sobie powrotu do komponentów z Kraju Kwitnącej Wiśni. Mechanicy nadal dzielą się na dwa obozy. W tym artykule spróbuję przybliżyć historię i filozofię obu marek. Zupełnie subiektywnie omówię też wady i zalety ich produktów. Zastanowimy się też, czy pytanie „SRAM, czy Shimano” zawsze jest zero-jedynkowe. Zapraszam do lektury.

Shimano – trochę historii

Pan Shozaburo Shimano założył firmę zajmującą się obróbką metalu w 1921 roku. Miał wtedy 26 lat. Już rok później skoncentrował się na produkcji jednego produktu. Był to wolnobieg. Decyzja okazała się więcej niż dobra. Niedrogi, choć precyzyjny mechanizm ułatwiał jazdę na rowerze i stał się podstawowym produktem firmy na kilkadziesiąt kolejnych lat. O sukcesie świadczy to, że w 1936 roku w fabryce pracuje już 130 robotników. W 1937 wolnobiegów produkcja wolnobiegów musi ustąpić… zapalnikom artyleryjskim dla marynarki. Choć był to oficjalny rządowy nakaz, to tej informacji brak na oficjalnej stronie Shimano. Cóż. Niemniej firma przeszła przez wojnę w niezłej kondycji i od 1947 roku rozpoczęła składanie gotowych rowerów.

Shimano 600 Arabesque
Shimano 600 Arabesque – kiedyś designerzy Shimano byli bardziej odważni.

Z czasem Shimano zaczyna produkować piasty planetarne (na początku z umiarkowanym sukcesem), a w końcu również zewnętrzne przerzutki i inne elementy osprzętu. Rolę wolnobiegów jako podstawowego produktu przejmują piasty torpedo, umożliwiające intuicyjne hamowanie przy pomocy pedałów.

Rewolucja nastąpiła w 1972 wraz z wprowadzeniem do oferty grupy Dura Ace przeznaczonej do ścigania (zastąpiła zapomnianą dziś grupę Crane). Od tego czasu historia Shimano odnosi się nie tylko do tanich i niezawodnych komponentów, ale także do sportu. Otwierają się kolejne siedziby firmy w Stanach, Singapurze i Europie, a marka zaczyna być rozpoznawalna na świecie.

Budowanie potęgi

Lata 80 to metodyczne rozbudowywanie imperium o nowe grupy. Shimano korzysta z boomu rowerowego w USA, którego nie są w stanie zaspokoić europejskie marki. Jednocześnie zdobywa klientów rewolucyjnymi rozwiązaniami technicznymi oraz… cenami. Wprowadzenie indeksowanych przerzutek to ukłon w stronę amatorów, który zmienia jakość zmiany biegów w każdej dziedzinie kolarstwa, na każdym poziomie. Grupy MTB pozwalają zdobyć klientów w zupełnie nowym segmencie, a użycie kaset w miejsce wolnobiegów, coraz większa liczba przełożeń czy dwuosiowe hamulce zmieniają jakość jazdy na rowerze. Ciekawostką jest fakt, że od tego czasu prężnie działa również dział firmy zajmujący się… wędkarstwem.

Korba shimano grx
Shimano GRX to pierwsza grupa dedykowana stricte do graveli. Czyżby jednak Japończycy zaczęli poważniej traktować konkurencję i przyspieszyli?

Wszystko to sprawia, że w kolejną dekadę Shimano wchodzi jako największy producent części rowerowych na świecie. Dodając do tego klamkomanetki, pedały zatrzaskowe i niezwykle tanie komponenty z niższej półki, japoński producent staje się niemal monopolistą. Od tego osprzęt Shimano widoczny jest w niemal każdym rowerze, choć od początku XXI wieku zaczyna się powtórna walka z konkurencją, czyli tytułowa konfrontacja „SRAM czy Shimano”. Dotyczy jednak głównie sektora sportowego i jeszcze przez kilkanaście lat nie zagrozi poważnie Azjatom. To przede wszystkim czas wdrażania i popularyzacji systemu Di2 (elektronicznej zmiany biegów), hydraulicznych hamulców tarczowych i systemu STEPS przeznaczonego do rowerów elektrycznych. Shimano zazwyczaj nie spieszy się ze wdrażaniem nowych rozwiązań, jednak ostatnich kilka lat sprawiło, że poczuło na karku oddech konkurencji. A wszystko za sprawą firmy o śmiesznie (dla Polaków) brzmiącej nazwie. Zainteresowanym biznesową historią japońskiej rowerowej potęgi polecamy ciekawy materiał w formie case study. Do pobrania tutaj (w jęz. ang.)

Koncern SRAM

Przede wszystkim skąd ta nazwa? To dość ekwilibrystyczny akronim od imion założycieli marki. Scott, Ray i Sam. Trochę jak w zespole Bajm. Przy czym Ray to drugie imię jednego z nich, wyobrażam więc sobie, że pomysł rodził się w bólach. Zostawmy to jednak i skupmy się na faktach. Firma powstała w 1987, przy Shimano jest więc bardzo młoda. Rozpoczęła działalność jako start-up z jednym wynalazkiem – manetką grip-shift. Obrotowa manetka była w tamtym czasie niezwykle wygodną konkurencją w porównaniu do siermiężnych wajch odstających od kierownicy czy wciąż jeszcze popularnych dźwigni montowanych na ramie. Do dzisiaj zresztą ma oddanych zwolenników i zawsze można ją sparować z przerzutkami MTB SRAMa.

Pomysł z początku zdobył uznanie triatlonistów, ale prawdziwą popularność zdobył wraz z zaadaptowaniem go do rowerów górskich. Sprzedaż ruszyła lawinowo, a w 1995 Amerykanie zaprezentowali swoją pierwszą tylną przerzutkę – ESP. Jednak prawdziwą siłę pokazali na zakupach. Pierwszą zdobyczą była firma Sachs. Przejmując markę, technologię i produkcję, SRAM zapewnił sobie całkiem pokaźną część rynku piast biegowych i potężne źródło dochodu do dalszych kroków.

Sram Apex 1
Największy atut, czyli wspaniałe tylne przerzutki zaprojektowane do pracy z pojedynczym blatem z przodu. Zdjęcie pochodzi ze strony producenta.

A kolejny był decydujący, gdyż w 2002 roku na celownik poszedł rodzimy RockShox. Pionierski producent amortyzatorów wisiał SRAMowi hajs, doszło więc do rozliczeń alternatywnych, w ramach których został wchłonięty. W połączeniu z wypuszczoną rok wcześniej przerzutką X0 zaczynało składać się to do kupy. Brakowało jeszcze kilku elementów. Nie trzeba było długo czekać. W 2004 wykupiono markę Avid zajmującą się hydraulicznymi hamulcami oraz Truvativ produkującą korby, suporty oraz wsporniki. Można było zacząć wypuszczać pełne grupy MTB. Do 2011 shopping zamknął Zipp – producent karbonowych kół i Quarq odpowiedzialny za korby z pomiarem mocy.

Atak

Ofensywa zaczęła się w 2006 roku, kiedy SRAM powrócił do kolarstwa szosowego. Grupy Apex i Rival celowały od razu w zawodników i kolarzy, którzy nie liczą każdego grosza. Wysoka kultura zmiany biegów i zupełnie nowy system klamkomanetek używający tylko jednej dźwigni błyskawicznie zdobyły wielu zwolenników. Zapachniało świeżością. Jednocześnie grupy MTB zdobywały coraz większą popularność wśród zawodników, przede wszystkim dzięki błyskawicznej i niezawodnej pracy tylnej przerzutki. A w 2012 roku nadeszła rewolucja – 11-biegowa kaseta 10-42 w napędzie bez przedniej przerzutki, za to ze specjalną zębatką o naprzemiennie grubszych i cieńszych zębach, co zapobiegało spadaniu łańcucha. Pomysł zażarł – prostsza obsługa, większa niezawodność, mniejsza waga i do tego świetny wygląd – czego chcieć więcej. Pomysł szybko przeskoczył także do rowerów przełajowych, a później zyskał jeszcze jeden bieg i obłędną kasetę 10-50. Warto też wspomnieć o elektrycznym systemie zmiany biegów eTAP. Jest zupełnie bezprzewodowy, w przeciwieństwie do wybitnie upierdliwego w instalacji Di2 Shimano.

Grupa Sram RED eTAP AXS
Najnowszy Red robi wrażenie. Także ceną. Zdjęcie pochodzi ze strony producenta

No właśnie. W tym czasie Shimano udawało, że nic się nie dzieje i działało swoim rytmem. Błąd. Podczas gdy Sram w błyskawicznym tempie wrzucał na rynek nowe, coraz tańsze grupy, Japończycy powolutku prowadzili swoją „ewolucję”.  Pierwszy XTR w systemie 1×11 zadebiutował dopiero w 2015. Trzy lata wystarczyły, żeby mnóstwo ambitniejszych klientów utwierdziło się w przekonaniu, że systemu SRAMa są lepsze. Mało tego – XTR i kolejne grupy Shimano nie miały kasety z koronką 10-zębową. Może wydawać się to niewielką różnicą, ale zmienia bardzo dużo na zjazdach i płaskim terenie. W wielu warunkach zwyczajnie brakuje rozpiętości biegów. W efekcie mało kto był nimi zainteresowany. Amerykanie w tym czasie nie spali, dorzucając kolejny bieg, który wyeliminował resztki wątpliwości co do zakresu przełożeń oraz system elektroniczny.

Dopiero XTR z 2019 roku wprowadził kasetę 10-51. To, nawiasem mówiąc, świetna grupa, ale trudno jej będzie odwrócić trend. Koncern SRAM kontroluje obecnie około 15% rynku rowerowego. Brak danych dotyczących segmentu części z wyższej półki, ale tam udział ten jest bez porównania większy i ciągle rośnie.

SRAM czy Shimano – filozofia marek

Oba koncerny mają agresywną politykę rynkową, obu nie można odmówić też historii pełnej innowacji. Shimano znane jest ze składania małym, innowacyjnym przedsiębiorstwom „propozycji nie do odrzucenia”. Polegają one zazwyczaj na wykupieniu patentu. Z drugiej strony jest to zawsze ruch od góry – jeśli myślisz, że masz super pomysł i chcesz zadzwonić do japońskiego giganta, żeby o tym porozmawiać, to raczej nie masz co liczyć na uwagę. Tym bardziej że od wielu lat firma jest bardzo ostrożna i działa wedle schematu: długo sprawdzać nowe rozwiązanie, umieścić je w najwyższych grupach, stopniowo implementować w niższych. To samo dotyczy wyglądu produktów – jest schludnie i nowocześnie, ale do bólu bezpiecznie, czasem wręcz nijako.

Shimano wie, że trzyma w garści skarb – rynek z niskiej i średniej półki. To miejsca, gdzie nadal nie ma realnej konkurencji, a dylemat „SRAM czy Shimano” nie istnieje. SRAM nie schodzi poniżej półki 105/Deore, zupełnie olewając rowery do jazdy rekreacyjnej i komunikacyjnej.

SRAM jest zwyczajnie mniejszą firmą. To sprawia, że jego „bezwładność” jest dużo mniejsza. Może szybciej reagować, co pokazał, choćby błyskawicznie adaptując napędy 1×11 do graveli. Dodatkowo skupiając się na sprzęcie do sportu, z założenia wybiera bardziej świadomą część konsumentów i buduje określony wizerunek marki skupionej na jakości i wynikach. Ich design ma więcej polotu i nieco pokazowej bezczelności (chociażby kolorowe łańcuchy i kasety), przez co zapada w pamięć. Firma bardzo chce pokazać, że ma więcej luzu niż konkurencja i nadal jest napędzana pasją. To widać choćby na kanale YT, gdzie produkty prezentują młodzi wąsaci inżynierowie w czapkach z daszkiem i kraciastych koszulach, a laboratoryjnych kitli brak w zasięgu wzroku. SRAM chce być fajny i mu to wychodzi.

Co jest lepsze? Sram czy Shimano?

Jak zwykle w takich przypadkach trudno znaleźć krótką odpowiedź. Jeżeli liczysz każdy grosz, Shimano wyciąga do Ciebie rękę z budżetowymi grupami. W kwestii niezawodności i jakości ja faworyzowałbym nieco SRAMa, przynajmniej jeśli chodzi o napędy. Działają szybko i precyzyjnie z charakterystycznym głośnym kliknięciem. Nie masz najmniejszych wątpliwości, że manetka i przerzutka zadziałała, jak trzeba. Do tego lepiej radzą sobie na nierównościach i w przypadku zanieczyszczenia linki. Lubię Shimano, ale w MTB zwycięzca jest dla mnie oczywisty. Z drugiej strony mimo sporego postępu w kwestii amerykańskich hamulców, nadal uważam (podobnie większość zawodników), że hamulce hydrauliczne Shimano to zupełnie inna liga. Dlatego mój ulubiony zestaw to napęd SRAMa i hamulce Shimano. I to polecam wszystkim – nie patrzeć na markę jako całość, ale brać to, co najlepsze.

A w szosie? Nie przepadam za amerykańskim systemem DualTap, ale znam wiele osób, które go kochają. Reszta działa (porównując oczywiście zbliżone cenowo grupy) na podobnie wysokim poziomie, choć w zupełnie inny sposób. SRAM jest twardszy, Shimano działa bardziej dyskretnie. Przejedź się na rowerach z napędami obu producentów i sprawdź, na czym Ci wygodniej. Chyba, że szukasz napędu do przełaja – wtedy weź SRAMa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Skontaktuj się z nami bezpośrednio albo podaj numer telefonu lub adres e-mail, odpiszemy jak najszybciej byś niebawem wsiadł na wymarzony rower:

    Antymateria - Mokotów:
    Tel: 601-296-388

    [fm_checkbox label="Zapisz do newslettera"]

    Polityka prywatności