Praca podczas urlopu niewątpliwie jest przestępstwem. Bywa jednak, że można połączyć przyjemne z pożytecznym bez dodatkowych nakładów i utraty godności. Na przykład, jeśli Twoja praca pokrywa się z zainteresowaniami (czego wszystkim życzę). I tak właśnie odpoczywając trzy tygodnie w Meksyku, z zachwytem fotografowałem tamtejsze rowery – w większości brzydkie i tandetne w stopniu u nas niemal niespotykanym. A potem pomyślałem, że rowery w Meksyku to przecież wspaniały temat na artykuł. Uspokajam – myśl od razu odłożyłem na potem i za pisanie zabrałem się dopiero po powrocie. A jest o czym pisać i co pokazywać.

Rowery w Meksyku, a więc gdzie?

Pamiętajmy, że Meksyk ma niemal dwa miliony kilometrów kwadratowych powierzchni oraz ponad sto dwadzieścia cztery miliony mieszkańców. Trzytygodniowe wakacje w tak ogromnym i zróżnicowanym kraju, jakkolwiek intensywne by nie były, są tylko liźnięciem jego kultury. Poruszałem się głównie po stanach: Jukatan, Quintana Roo, Chiapas i Campeche. Różnic było co niemiara, natomiast jeśli o rowery chodzi, moje wrażenia były bardzo podobne. Dlatego pojęcie „rowery w Meksyku” jest tu pewnym uogólnieniem, sądzę jednak, że usprawiedliwionym.

Mocno marketowo

Rowery w Meksyku to nic pięknego. Podczas pobytu widziałem tylko jeden rower, który uznałbym za „porządny” (górski Trek z „ekskluzywnej” wypożyczalni) i jeden zadbany, który u nas byłby uznany za niższą średnią półkę (znana marka i osprzęt klasy Acera), a tam wyróżniał się na tyle, że moi mocno nierowerowi znajomi zaczęli mnie dopytywać, czy to coś specjalnego. Jak więc wygląda typowy meksykański rower? Dominują dwa typy. Pierwszy to stalowe MTB rodem z lat dziewięćdziesiątych. Koniecznie obdarte z całego osprzętu i przerobione na singla z torpedo. Hamulce szczękowe zdjęte lub rozpięte, aby nie zahaczały o malowniczo falujące koła. Drugi to coś pomiędzy rowerem miejskim a cruiserem. Także single speed. W przeciwieństwie do tych spotykanych u nas niemal pozbawione osłon, a często także błotników. Wyróżnia je poza tym ogromna kierownica typu jaskółka, zazwyczaj zamontowana pod ekstrawaganckim kątem. W połączeniu z maksymalnie opuszczonym siodłem skutkuje co najmniej oryginalną pozycją, którą wielu Meksykanów dodatkowo ubarwia, stawiając na pedałach pięty, a palce stóp kierując mocno na zewnątrz.

Typowy rower w Meksyk
Typowy meksykański rower

Sporadycznie występują jeszcze old’schoolowe single z podwójną górną rurą wzorowane na przedwojennych rowerach. Co ciekawe, łącznie z geometrią, są więc niesamowicie rozlazlazłe.

Co łączy wszystkie rowery w Meksyku?

Fatalna jakość i zaniedbanie. Duża część rowerów ma suport w standardzie amerykańskim, co przekłada się na ogromne luzy. Wszystkie mają stalowe ramy, blaszane piasty i płaskie obręcze. A-head istnieje tylko jako standard mostków nałożonych przez przejściówkę na klasyczne stery. Korby na klin i blaszane u-brake’i w nowych rowerach nie są niczym dziwnym. Istnieje proste wytłumaczenie tych faktów. Cena. Udało mi się znaleźć tylko jeden sklep rowerowy, ale wyglądał dość reprezentatywnie. Nowe jednoślady kosztowały w nim w przeliczeniu około 500-700 zł. To mówi samo za siebie.

Tani rower w Meksyku
Prężył się dumnie na wystawie. 2665 Peso, czyli nieco ponad 500 zł.
Widelec rowerowy
Cena jak najbardziej uzasadniona.

Absolutnie wszystkie łańcuchy są zardzewiałe. Niemal wszystkie koła są krzywe (drogi pełne są dziur i wyrw). Rowery trzyma się na zewnątrz, co wystawia je na naprzemienne ulewy i palące słońce. W efekcie wszystkie są wyblakłe, siodła i gripy są spękane, a gdzie tylko mogą wystąpić luzy, to występują. Serwis obejmuje tylko usterki uniemożliwiające jazdę. Poluzowała Ci się kierownica? Trudno, będzie teraz smutno zwisać w dół, a Ty będziesz opierać się przy mostku. Bywa. Wygięty w wypadku widelec i pokrzywiona rama także nie są powodami do zmartwień. A może zwyczajnie to kwestia możliwości finansowych?

Przyczyny tego rzeczy stanu

Rowery w Meksyku to przede wszystkim najtańszy środek transportu osobistego, w dodatku trzymany na zewnątrz w klimacie, gdzie korozja postępuje błyskawicznie. Pora deszczowa w połączeniu z morskim pyłem (w rejonach przybrzeżnych) są bezlitosne. Nikt nie będzie więc inwestować w coś, co i tak skończy życie, dołączając do wszechobecnych i malowniczych pierdolników. Przy okazji – jeśli myślicie, że Pierdolnik Polski z Krajzegą nie ma sobie równych, to nie doceniacie Meksykanów. Oni sztukę rozrzucenia przedmiotów po podwórku opanowali do perfekcji. Z drugiej strony należy im oddać honor – rowery lądują tam, dopiero gdy dosłownie nie nadają się do jazdy. Póki pedały napędzają koła, póty służba trwa, a konsumpcjonizm ustępuje przed oszczędnością, lub co tu dużo mówić biedą.

Typowy rower w Meksyku
Ten przyciągnął moją uwagę ze względu na niezły stan.

Niech żyje cargo! Rowery w Meksyku to często narzędzie pracy

Ogólnie jazda rowerem wydaje się raczej postrzegana jako coś, z czego chce się wyjść, niż do tego dążyć, rowery nie są więc bardzo popularnym środkiem transportu. Jest jednak wyjątek – niemal wszędzie widzi się rowery cargo. Prawie wszystkie to ten sam model. Trzy koła, szeroka rurka zamiast kierownicy, pancerny kosz z przodu, jeden bieg i hamulec torpedo. Są równie popularne w górach – hamowanie tym na zjeździe przy pełnym załadowaniu musi być ciekawym przeżyciem. W przypadku podjazdów właściciele je zwyczajnie pchają. Ale co można nimi wozić? Wszystko! Śmieci, ubrania, rodzinę, baniaki z wodą, części do samochodów. A wreszcie jedzenie. Bo rowery w Meksyku to przede wszystkim food trucki. I to oferujące nie tylko słodycze, owoce, soki czy papierosy i lizaki (dwa ostatnie produkty to niezwykle popularne połączenie). W koszu mieści się pełnoprawna kuchnia, która pozwala gotować kukurydzę, smażyć tacosy, przyrządzać burgery i ogółem zasilać ogromne szeregi pracowników meksykańskiego street foodu.

Meksykański rower cargo
Król jest tylko jeden.

Ładowność meksykańskich cargo wydaje się nieograniczona, jednak po przekroczeniu pewnego (trudnego do określenia) progu zamieniają się one w wózki do pchania, pozbawione napędu. Dalsze dokładanie towaru lub wyposażenia zamienia je w stoiska stacjonarne przypięte łańcuchami.

Rower wiozący śmieci
Śmieciarka rowerowa? A może to skarby? Nie ważne – jest absolutnie cudowny!

Tuning!

Meksykanie kochają tuning. Mnóstwo samochodów, a w szczególności taksówek ozdobiona jest wielkimi spoilerami, diodami, a kolorowe bębny hamulcowe to podstawa. W przypadku rowerów nie jest inaczej. Wszystkie bez wyjątku rowery mają zamontowane ogromne, kanapowe siodła. Bardzo często dochodzi wspominana wcześniej kierownica pod zawadiackim kątem. W cenie są też koszyki. Gdy rower w całości pokrywa się rdzą w miejsce lakieru, należy pomalować go sprayem, przy czym nie warto do tego zdejmować kół i innych części.

Rower miejski w Meksyku
Najwięksi ziomale mają kierownicę zupełnie pionowo.

Najlepsze jednak są pegi. Tak, przedłużki tylnej osi rodem z BMX-ów, to bardzo popularne wyposażenie wszystkich typów rowerów. Kto w dzieciństwie miał kolegę z BMX-em, ten wie, po co. Otóż to najprostszy sposób wożenia pasażera. I nie mówię tu o dzieciach. Dwóch robotników wracających z pracy w ten sposób to najzupełniej normalny widok. Szanuję. Rowery cargo są obowiązkowe wyposażone w trąbkę, której należy używać co 10 sekund, aby zwrócić uwagę przechodniów. Niektóre mają nawet dachy! Jednak moją ulubioną modyfikacją był uchwyt na maczetę pod ramą. Niestety nie odważyłem się spytać właściciela o pozwolenie na zdjęcie.

Pegi rowerowe
Zazwyczaj cieńsze od typowych znanych z BMX-ów, ale modeli jest wiele. <3

Jazda rowerem w Meksyku

Na koniec słów kilka o poruszaniu się po Meksykańskich drogach. Dodam, że z perspektywy obserwatora. O chodnikach zapomnijcie. Są wąskie, a krawężniki mają czasem nawet 30-40 centymetrów wysokości. Ścieżki rowerowe widziałem dwie – obie w miejscach stricte turystycznych. Zostaje ulica, a ta dla Europejczyka wydaje się chaosem. Rowery są tolerowane, aczkolwiek nie należy spodziewać się respektowania pierwszeństwa. Należy także uważać na skrzyżowaniach – skręcający kierowca raczej nie przejmie się zrobieniem wam miejsca ani wrzuceniem kierunkowskazu. Zwyczajnie skręci. Większość (nie wszyscy!) rowerzystów porusza się powoli i ostrożnie, co zdaje się potwierdzać moją teorię. Po zmroku (a zapada błyskawicznie) mało kto używa oświetlenia. Dodajmy do tego brak latarni przy wielu drogach i brak świateł w wielu samochodach. YOLO. Jeszcze jedna rzecz – nawet tych kilku ubranych w lycrę zaangażowanych kolarzy ze sportowym zapałem, których widziałem na szosie i MTB (raczej wiekowych lub z niskiej półki) jeździło na platformach. A podjazdy robili srogie.

Usunięcie amortyzatora w rowerze
Ta modyfikacja zrobiła na mnie kolosalne wrażenie. I powiedzmy sobie szczerze – to jest niemałe ulepszenie.

Na koniec ciekawostka pozytywna – zamiast dzwonka wielu rowerzystów ostrzega pieszych gwizdaniem. Bardzo mi się to podoba. Szkoda, że nie umiem gwizdać.

Rowery w Meksyku odzwierciedlają sytuację w kraju

Kontrasty. To przede wszystkim ogromne różnice w statusie materialnym. Tanie i zdezelowane rowery są przeciwieństwem absurdalnie ogromnych amerykańskich SUV-ów z ciemnymi szybami, które parkują przy willach i z wyższością przeciskają się przez wąskie uliczki, aby stać w korkach z Garbusami. To z jednej strony wydawałoby się pogarda dla stanu przedmiotu i żałosna kultura techniczna, z drugiej jednak utrzymanie rowerów przy życiu do absolutnego końca.

Przyspawane pedały
Gdy już dochodzi do naprawy, Meksykanie nie bawią się w półśrodki.

Mam wrażenie, że rowery odzwierciedlają poniekąd styl życia mieszkańców. Spełniają jedno zadanie i szkoda tracić na nie więcej czasu i wysiłku. Ale co najważniejsze, pomagają ludziom w pracy i umożliwiają prowadzenie własnych biznesów w warunkach, które nie należą do łatwych. A to oznacza, że w Meksyku są najfajniejsze rowery, jakie widziałem (tylko z tymi amerykańskimi suportami to jednak przesada). Są jak cały Meksyk – głośne, nieco przerażające i cholernie warte zobaczenia. Polecam.

Kliknij aby ocenić ten wpis
[Suma: 1 Średnia: 5]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *