Rowerem przez Włochy. 1000 km z Mediolanu do Bari

Rowerem przez Włochy. 1000 km z Mediolanu do Bari

Pomysł na naszą rowerową wyprawę nie był przesadnie skomplikowany. Spotykamy się na lotnisku w Mediolanie i jedziemy na południe Włoch, możliwie jak najdalej, trzymając się wschodniego wybrzeża.

Ja byłem już wcześniej we Włoszech, a mój towarzysz zgodził się nadać dwa rowery, wsiadając do samolotu w Warszawie. Zanim ruszyliśmy, musieliśmy na terenie terminalu (lotnisko Malpensa) znaleźć stanowisko z narzędziami rowerowymi. Jako że obaj jesteśmy wybitnymi ekspertami, założenie kół, ustawienie siodełek i kierownicy zajęło nam ze dwie godziny (rowery do transportu były lekko rozmontowane).

Mapa Włoch z zaznaczoną trasą rowerową od Mediolanu przez Parmę, Bolonię i wybrzeże Adriatyku do Bari
Nasza trasa: start w Mediolanie, meta w Bari.

Przeczytaj też: Bikepacking — jak wybrać torby i spakować rower na wyprawę

Pierwsza gleba

Przewróciłem się już po kilku kilometrach, kiedy zaskoczył mnie wysoki krawężnik przy omijaniu remontowanego fragmentu drogi. Na szczęście była to pierwsza i jedyna kontuzja, jakiej nabawiłem się przez 10 dni jazdy. Ze względu na późny start pierwszego dnia pokonaliśmy ok. 60 km i dotarliśmy za Pavię.

Przy rezerwacji noclegu zapytano nas, czy jesteśmy… pielgrzymami. Lekko zaskoczony odpowiedziałem, że na rowerze każdy jest w jakimś sensie pielgrzymem. Okazało się jednak, że pierwszy fragment naszej podróży pokrywa się z Via Francigeną, czyli jedną z najdłuższych i najstarszych tras pielgrzymkowych.

Brązowy znak szlaku Via Francigena przy polnej ścieżce rowerowej, w oddali rowerzysta
Znak Via Francigena – pierwszy odcinek trasy prowadzi pielgrzymim szlakiem.

TIRy ovunque

Z Mediolanu jedziemy najpierw na południe, a później na wschód, wijąc się wokół Padu. Mijamy kolejno Piacenzę, Parmę, Modenę i Bolonię, aż docieramy do Rawenny. Niestety mijają nas także niezliczone ciężarówki.

Poza krótkimi odcinkami dedykowanych ścieżek rowerowych (na korzyść wyróżniają się okolice Parmy) Komoot prowadzi nas lokalnymi drogami. Pozbawione poboczy, nie szczędzą stresu: rozpędzeni Włosi nie zwykli zbytnio uważać, omijając rowerzystów.

Rowerzysta przy rozłożonym rowerze na poboczu, obok stoi ciężarówka
Postój na poboczu. Ciężarówek było tego dnia więcej niż ścieżek rowerowych.

Mleczna droga

Trzeciego dnia kończą nam się zestawy naprawcze i zapasowe dętki. Sprawcą jest wyjątkowo złośliwa igła jałowca. Konsultacja z pobliskim serwisem rowerowym prowadzi nas do jedynego słusznego wyboru: od tego momentu jedziemy na oponach tubeless, a kolejne dziury uszczelnia chlupoczące w oponach mleczko. Do tego kawał zwykłej taśmy klejącej, którą wykorzystujemy do szybkiego łatania opon.

Dolce vita

Zanim zobaczymy Adriatyk, przez dwa dni bawimy się w kotka i myszkę z deszczem i zimnem. Tak, już we wrześniu potrafi tu być całkiem mokro i niezupełnie przyjemnie. Ratują nas bary i restauracje, których mamy pod dostatkiem. Jedziemy przez mocno zurbanizowane tereny.

Co ciekawe, jedzenie, na które lądujemy z „przymusu”, a nie z polecenia recenzji Google, często okazuje się relatywnie najlepsze podczas całego wyjazdu.

Dwóch rowerzystów w kaskach na selfie na tle burzowego nieba i zachodu słońca
Deszczowe chmury i zachód słońca – gra w kotka i myszkę z pogodą.
Rowerzysta w koszulce kolarskiej przy stole z deską włoskich wędlin i lampką wina pod arkadami
Obiad w miejscu, na które trafiliśmy z przymusu, a nie z polecenia recenzji.

Płytki basen

Włosi mieszkający bliżej Morza Śródziemnego złośliwie nazywają Adriatyk płytkim (i brudnym) basenem. Oczywiście nie mają racji. Jazda wzdłuż niekończących się plaż, kawiarni i hoteli jest zdecydowanie najmilszą częścią wycieczki.

Rower z bagażem wyprawowym oparty o drewnianą barierkę nad Morzem Adriatyckim
Rower nad Adriatykiem.

Jesteśmy we Włoszech, więc próżno szukać systematyczności czy spójności. Ścieżki rowerowe zaczynają się i kończą niespodziewanie, mają różne kolory i różne rodzaje nawierzchni. Dopiero w okolicach Pescary, już w Abruzji, trafiamy na piękne trasy rowerowe poprowadzone śladem zlikwidowanych linii kolejowych.

Zielona droga rowerowa wzdłuż szosy, obsadzona rzędem palm
Jedna z lepszych ścieżek rowerowych na trasie – z palmami i widokiem na niebo.

L'albergo

Każdego dnia wybieramy nocleg, patrząc na mapę i oceniając nasze możliwości. Pora obiadu jest zwykle dobrym momentem na tego rodzaju refleksje. Nasz budżet to 100 EUR za osobny pokój z łazienką. Większe miasta zmuszają nas do AirBnB, ale zupełnie niezłe hotele trafiają się za podobne pieniądze, szczególnie dalej na południu.

Buty rowerowe i wkładki suszone suszarką do włosów na stole w pokoju hotelowym
Wieczorny rytuał: suszenie butów w pokoju za 100 EUR.

Bari

Po 10 dniach i przejechaniu ok. 1000 km docieramy do Bari. Niechcący spięliśmy nasz wyjazd całkiem ciekawą historycznie klamrą. Nie mieliśmy pojęcia, że na tutejszym zamku ostatnie lata spędziła „nasza” królowa Bona. A przecież ruszyliśmy z Mediolanu, rodzinnego miasta jej rodu, gdzie powstała i ugruntowała się potęga Sforzów.


Wybrzeże Adriatyku z plażą i drewnianą konstrukcją palową w turkusowej wodzie
Wybrzeże Adriatyku – daleko do „płytkiego i brudnego basenu”.

Może Cię zainteresować: Rowerem przez Mediolan, od przystawki do deseru


Zostaw komentarz

Ta strona jest chroniona przez hCaptcha i obowiązują na niej Polityka prywatności i Warunki korzystania z usługi serwisu hCaptcha.