Nasze punkty:   Warszawa Zdziechowskiego   Warszawa Skolimowska   Wrocław Polaka

Temat poruszający, temat ciekawy i temat absolut przehype’owany (polszczyzna ewoluuje). Oczywiście to bardzo ważne elementy, ale ocenianie na ich podstawie roweru, co bardzo stara się promować wielu producentów jest błędem. Dla jakości zmiany biegów ważniejsze są manetki. Niemniej ich polecenia muszę zostać wykonane, a nie ma bardziej popularnego wyboru do tego celu, niż przerzutki Shimano.

Oferta jest ogromna, podobnie jak rozpiętość cenowa – od kilkudziesięciu złotych po kilka tysięcy. Dodajmy do tego jeszcze fakt, że większość linii jest regularnie aktualizowana nowymi modelami i występuje w kilku wariantach, a otrzymamy setki komponentów. Jak się w tym wszystkim połapać? Na szczęście wszystkie części Shimano mają wyraźne i spójne oznaczenia kodowe. W tym artykule spróbuję przybliżyć Wam różnice między poszczególnymi liniami przerzutek (całe grupy osprzętu to temat na osobny wpis).

Aby zachować czytelność, oznaczeń kodowych będę używać tylko wtedy, gdy jest to absolutnie koniecznie – w innym wypadku utonąłbym w numerach, a Wy nie dalibyście rady tego czytać. Gdy więc używam najprostszej nazwy typu: przerzutka tylna Ultegra, należy przyjąć, że odnoszę się do aktualnej generacji (stan na wrzesień 2022). Oszczędzę też zdjęć do każdej grupy – wiele z nich wygląda niemal tak samo.Myślę, że ta klasyfikacja przerzutek Shimano ułatwi wielu osobom ustalenie kryteriów wyboru roweru oraz osprzętu, a przy okazji sprowokuje naszą małą społeczność do dyskusji. Zaczynajmy!

Szosowe przerzutki Shimano

Oto linia z długą tradycją, dlatego sądzę, że nasz ranking przerzutek Shimano należy rozpocząć od niej. To właśnie tędy japoński producent zdobył dzisiejszą pozycję na rynku. Na początku szosowe przerzutki Shimano były zwyczajnie dostępne podczas gdy europejscy producenci mieli problemy z dostawami. Potem jako pierwsze zaczęły wyróżniać się nowymi rozwiązaniami technicznymi, a wreszcie na jakiś czas niemal zdominowały peleton i ofertę producentów rowerowych. Startujemy od dołu.

Szosowy Tourney

Jeżu Śnięty w Trampkach, ależ to jest dziadostwo! O ile zwykły Tourney wbrew obiegowej opinii ma sporo sensu, o czym potem, to jego szosowa inkarnacja jest według mnie najgorszą grupą Shimano w ogóle. Skupmy się jednak na przerzutkach. Montowane w najpodlejszych marketowych „kolarkach” komponenty serii A070 jakością równają do bezfirmowych wynalazków rodem z lat dziewięćdziesiątych. Tylna przerzutka obsługuje siedem biegów, przednia dostępna jest w wersjach na dwa lub trzy blaty. Wózki wytłoczone z cieniutkiej blachy gną się od samego patrzenia. W połączeniu z olbrzymimi luzami na częściach ruchomych daje to efekt daleki od precyzji. I nie chodzi tu o snobizm mechanika – to cholerstwo rozregulowuje się momentalnie a i po odpowiednim ustawieniu działa jak chce. W ten sposób zniechęca się ludzi do szosy. Omijać szerokim łukiem, szczególnie, że sensowne rozwiązanie jest tuż obok.

Przerzutki Shimano Claris

Ależ to jest skok jakościowy. Największa różnica, jeśli chodzi o ranking przerzutek Shimano. W porównaniu do niższego modelu tu otrzymujemy nie tylko jeden bieg więcej, ale przede wszystkim dobrze wykonaną konstrukcję i rozwiązania rodem z wyższych grup. Jasne, chodzi nieco gumowato i tępo, ale trafia w biegi bezbłędnie i jest niezawodny. Do tego wygląda zupełnie przyzwoicie. To właśnie tu powinna zaczynać się oferta, no ale przecież nie od tego jest wielka korporacja, żeby zadowalać mechaników, ale żeby zarabiać pieniądze. Przerzutki Shimano Claris dostaniemy w kilku wersjach. Tylna może mieć krótki lub średni wózek – polecam ten drugi, bo przy ośmiu biegach najlepiej wybrać maksymalnie dużą kasetę. Przednia występuje w wersji dwu oraz trzybiegowej na obejmę lub hak. Dwójka działa lepiej i absolutnie wystarczy. Poza tym trzy blaty w szosie to herezja i obciach na dzielni.

Sora

Napęd Shimano Sora

Obsługa jednego biegu więcej i zauważalnie lepsza jakość pracy. Analogiczne wersje wersje jak w przypadku Clarisa. Mamy z nimi duże doświadczenie, bo Sora często ląduje w naszych Gravelach. To bardzo poprawny osprzęt, szczególnie w tej cenie. Minusy? Mocowanie linki w przedniej przerzutce mocno niszczy linkę przy demontażu – w przypadku w sumie budżetowej grupy może to nieco irytować. No i przerzutki wyglądają dość nudno, ale przynajmniej nie kłują w oczy. Dobry wybór do treningów, jazdy rekreacyjnej albo dojazdów.

Tiagra

Gravel Shimano Tiagra
Przerzutki Shimano Tiagra to w sumie całkiem sensowna opcja.

Klasy przerzutek Shimano mają to do siebie, że niekiedy z czasem ich rola się zmienia. Tiagra to przykład grupy zepchniętej nieco na margines. Z jednej strony wygląda naprawdę świetnie (tylna przerzutka to design żywcem wzięty z grup wyżej kilka generacji wcześniej) i działa naprawdę dobrze. Przerzutki Shimano Tiagra są szybkie i precyzyjne, a dziesięć biegów to już całkiem sensowna liczba. Dostaniesz je znowu w takiej ofercie, jak w dwóch poprzednich grupach. Do tego łańcuchy są tanie. W czym więc problem? Cena. To już całkiem niedaleko do 105, która prezentuje już zupełnie inną technologię i jakość. To sprawia, że widzi się ją relatywnie rzadko. A wersja trzyblatowa to już zupełnie nie występuje w naturze. No i w sumie dobrze. Inna sprawa, że biorąc pod uwagę idącą „z góry” falę zwiększania liczby biegów, to niedługo należy spodziewać się 11-biegowej Tiagry i sądzę, że może to być bardzo fajna rzecz.

Przerzutki Shimano105

No właśnie, zgubiliśmy po drodze jeden bieg. W momencie pisania tego artykułu jesteśmy niedługo po premierze nowej stopiątki i był to spory skok. Z jedenastu biegów na dwanaście i z mechanicznej zmiany na Di2. I nie, to nie jest opcja. Przerzutki Shimano 105 dostaniecie tylko w elektrycznej, pół-bezprzewodowej wersji. Czy to plus, czy minus, zdecydujcie sami. Ja uważam, że Di2 jest ekstra i jego migracja w dół ma mnóstwo sensu, czego dowodzą zresztą elektryczne budżetowe grupy SRAMa. Świeża 105 to niemal wszystkie technologie z dwóch wyższych grup, długi wózek radzący sobie z dużymi dwunastorzędowymi kasetami i bardzo solidne materiały. To idealny balans między wagą a odpornością. Jak na razie dostępna jest tylko wersja z długim wózkiem z tyłu i montażem na hak z przodu. W sumie czy na tym poziomie potrzeba więcej? W przyszłości ma się pojawić też krótka wersja, ale szczerze mówiąc nie sądzę aby cieszyła się dużą popularnością.

Ultegra

Wreszcie przerzutki Di2 wyglądają dobrze – „pudełeczko” z elektroniką jest mniejsze i bardziej kształtne.

Każdy mechanik ma swoje ulubione przerzutki rowerowe Shimano, a ja zawsze miałem słabość do Ultegry. Nie tak radykalnie odelżone jak topowe Dura-ace, za to dużo bardziej niezawodne, przynajmniej jeśli chodzi o wersje mechaniczne. Co więc dostajemy w stosunku do 105? Szybszą zmianę biegów, sporo niższą wagę: 40 g na tylnej i 36 g na przedniej przerzutce. Do tego Ultegra ma mniejszą pojemność tylnej przerzutki ze względu na optymalizację pod kątem twardszych kaset. Mimo wszystko różnica w jakości pracy jest absolutnie warta ceny. Dodatkowy plus za czarno-czarne wykończenie.

Dura-ace

Kiedyś klient powiedział mi, że ma „rower na oprogramowaniu Duracze”. OK.

Jeśli przerzutki Shimano mają króla, to jest nim właśnie Dura-ace. Ostatnie mechaniczne generacje miały tendencje do łatwego rozregulowywania się, więc krok z pełną elektryfikacją uznaję za słuszny. Co dostajemy w porównaniu do Ultegry? Sporo niższą wagę (różnice w czasie zmiany biegów nie są odczuwalne dla amatora, a podejrzewam, że dla wielu zawodowców też). Tylko tyle i aż tyle (pamiętajcie, że mówimy tylko o przerzutkach, nie o grupach). No i dużo wyższą cenę.

Shimano – klasyfikacja MTB

To trochę bardziej skomplikowany temat. W kategorii: przerzutki Shimano MTB można bowiem znaleźć mnóstwo części, które do prawdziwej jazdy górskiej nigdy nie były projektowane. To zwyczajne uproszczenie, a dużą część niższych modeli znajdziecie w rowerach crossowych, trekkingowych lub nawet miejskich. Niemniej będę trzymać się systemu producenta, bo tak jest najprościej. A zaczniemy od takiej samej nazwy, jak przy szosowych przerzutkach, a jednak ton będzie zupełnie inny. 🙂

Tourney

Przerzutki Shimano Tourney nie mają zbyt dobrej opinii. Kojarzą się budżetowymi rowerami, plastikowymi klamkami i wiecznymi problemami. Tymczasem problem wynika z dwóch spraw. Po pierwsze, złego towarzystwa. Jak wspomniałem, komponenty z tej grupy są często wkładane do roweru tylko po to, aby móc napisać „osprzęt Shimano”. Niestety, w połączeniu z badziewną korbą i chwiejnym wolnobiegiem żadna przerzutka nie zadziała dobrze. Po drugiej, Tourney Tourneyowi nierówny. Ważne są literki. Te oznaczone TZ to zło, podobnie jak wcielenie szosowe – blaszka z puszki po Harnasiu i plastik z Pegasusa.

Natomiast te z literkami TY lub TX (te ostatnie tylko w przypadku przednich) działają zupełnie przyzwoicie, do tego są niezniszczalne. Zamontowałem ich setki, często podmieniając osprzęt z dawnych lat o kilka klas wyższy. Jasne, obniżało to prestiż i napisowość roweru, ale większości użytkowników tanich rowerów zupełnie na tym nie zależy. Chodzi o niezawodność, a tutaj przerzutki Shimano Tourney są wspaniałe, byle łączyć je z napędem na tym samym poziomie. A do tego kosztują grosze, co czyni je (podkreślam, według mnie) najlepszą propozycją pod kątem stosunek ceny do jakości na rynku. Jeśli masz napęd na 6,7 lub 8 biegów z tyłu i 3 z przodu, a nie nie interesuje Cię historia ani kolarski sznyt, to nie ma lepszego wyboru.

Altus/Acera/Alivio

Te grupy w ostatnim czasie zbliżyły się do siebie tak bardzo, że omówię je razem. Wszystkie są dostępne w konfiguracjach 2×9 lub 3×9. Szczególnie ta pierwsza warta jest uwagi ze względu na większą precyzję i niezawodność. Niezaprzeczalnie zaletą Altusa nad Tourneyem jest wygląd. Design grup z MTB ostatnich rozgościł się tu na dobre. Nie ma tu też min, typu TZ – Shimano nie schodzi poniżej pewnego, solidnego poziomu jakości. Wszystkie tylne przerzutki z tych grup mają design Shadow, chroniący przed uszkodzeniem i taką samą pojemność. W przypadku przednich warto odnotować dostępność wersji side-swing, która radzi sobie zdecydowanie lepiej niż pozostałe, szczególnie przy nowoczesnych ramach MTB.

To jakie są różnice? Waga i jakość działania. Ranking przerzutek Shimano opiera się głównie na tych wartościach. Czy w tym segmencie potrzeba aż trzech grup? Nie jestem przekonany. Jeśli liczycie każdy grosz, postawcie na najtańszego Altusa w wersji 2×9. Jeśli możecie dołożyć, pomińcie półśrodki i zainwestujcie w 10-rzędowe Deore.

Przerzutki Shimano Deore

Klasyfikacja przerzutek Shimano z roku na rok staje się coraz większym chaosem. Właśnie omawialiśmy trzy grupy, które niemal niczym się nie różnią. Tymczasem grupa Deore występuje w dwóch wersjach 10-biegowych, 11-biegowej i 12-biegowej. Nie chcę się czepiać, ale trudno tu mówić o jakiejś konsekwencji.

Podstawa to grupa M4100. Mamy tu przerzutki Shimano w wersji 2×10, choć tylne mogą też współpracować z napędami 2×11. To budżetowa opcja w sprawdzonym stylu – do rekreacyjnej jazdy MTB wystarczy przełożeń, choć największa zębatka z tyłu 43 nie robi szału. Brakuje też sprzęgła, które naprawdę mocno wpływa na kulturę pracy w terenie.

Shimano Deore on Vancouver’s North Shore, 2020

Wyżej mamy M5100. Tu jest fajniej, bo możemy pozbyć się przedniej przerzutki i wsadzić kasetę 11-51T. Now we are talking. Pamiętać tylko trzeba, że do wersji z biegami z przodu jest inna przerzutka na tył. Dla mnie to najfajniejsze wcielenie tej grupy, dające możliwości jeszcze niedawno zarezerwowane dla XT i XTRa w dobrej cenie – to z czego Shimano Deore było przez lata najbardziej znane.

Mamy też spin-off, czyli M5130. To dziwna opcja 1×10 z technologią Linkglide, która wydłuża żywotność napędu. Z jednej strony pochwalam inicjatywę, z drugiej dostępna jest tylko kaseta 11-43, co jak na jednorzędowy napęd do MTB nie robi szału. Za to myślę, że fajnie sprawdzi się do mieszczucha albo roweru elektrycznego (to ostatnie zresztą jest zgodne z przeznaczeniem).

Na koniec M6100, czyli najtańsze przerzutki Shimano 1×12. A właściwie jedna przerzutka, co jest nawet fajne, bo im prostszy podział w grupie, tym lepiej. Przede wszystkim współpracuje ona z kasetą Microspline, mamy więc tu koronkę 10. Powiecie, że to tylko jeden ząb różnicy. Zmienia jednak bardzo dużo, szczególnie na zjazdach i długich płaskich odcinkach. Zdecydowanie więcej, niż jeden dodatkowy bieg. Super. To, co jest dla mnie sporym minusem to waga i dość siermiężne wykonanie wózka z giętkiej blachy. Taka konstrukcja nie zapewnia zbyt dużej precyzji, a co ważniejsze jest podatna na odkształcenia.

SLX

Chyba wygląda nawet fajniej niż XT.

Slogan tej grupy przez wiele lat brzmiał: „osiągi XT przy wadze Deore”. Cóż, w tym wypadku różnica w wadze tylnej przerzutki to tylko 7 gramów. Ich konstrukcja jest niemal identyczna, brak też fajerwerków i technologii z innej planety. Nieco lepsze materiały i design. Możemy natomiast doposażyć napęd o przednią przerzutkę, a dla niektórych to nadal nieodzowny element roweru górskiego. Są trzy opcje mocowań, wszystkie działające w oparciu o technologię Side Swing. Wyglądają nieco nijako, ale to solidne konstrukcje.

Deore XT

Chyba moja ulubiona grupa. Najwyższa jakość pracy, ale też niezawodność i wytrzymałość bez kompromisów wynikających z walki o każdy gram. Co nie zmienia faktu, że na tylnej przerzutce oszczędzamy prawie 30 g w stosunku do SLX-a. Mamy do wyboru jej trzy wersje: z krótkim i z długim wózkiem do konfiguracji 1×12 oraz dostosowaną do dwóch biegów z przodu. Przy korbie sytuacja wygląda podobnie, jak w grupie niżej, co więcej, przerzutki Shimano obu serii ważą tyle samo! Są też bardzo, ale to bardzo podobne. To dobra okazja, aby przypomnieć, że nie przerzutki są najważniejsze, ale manetki. I to przy nich odczuwa się największe różnice między sąsiadującymi grupami.

Side swing, czyli boczny ciąg przerzutki przedniej jest spoko. Choć przednia przerzutka w MTB to przeżytek. Proszę się ze mną kłócić.

Mamy też kolejny spin-off z odporniejszej serii Linkglide będącej odpowiedzią na zużycie napędów w rowerach elektrycznych. Dostajemy tu napęd 1×11 i przerzutkę obsługującą kasety 11-50T. Bardzo ciekawa opcja, szkoda tylko, że wygląda paskudnie. Jak widać klasyfikacja przerzutek Shimano ma też elementy subiektywne.

Przerzutki Shimano XTR

Szczyt szczytów, marzenie wszystkich fanów marki. Przerzutki Shimano XTR to przede wszystkim dużo niższa waga. Są też precyzyjne i… piękne. Serio, według mnie to najlepiej wyglądająca generacja od dłuższego czasu. Szczególnie czarna przednia przerzutka. W przeciwieństwie do wyższych grup szosowych tu nadal można kupić wersję na linkę, uważam jednak, że jeśli chce się wykorzystać pełen potencjał, warto uderzyć w elektryczną wersję Di2. Niestety, na tę chwilę trzeba jeszcze na nią poczekać lub zadowolić się poprzednią, 11-biegową generacją. Uważam, że warto uzbroić się w cierpliwość. A jeśli Wam jej nie brak, to poczekać jeszcze dłużej, aż elektryka zejdzie niżej. Albo po prostu kupić SRAMa.

Zee

W tej chwili dostępne są tylko dwie grupy downhillowe, a co za tym idzie przerzutki Shimano tego typu nie są liczne. Zee to wersja budżetowa. Mamy do wyboru tylko jedną konfigurację napędu – 1×10. RD-M640-SS budową kojarzy się ze starym Deore i nie jest to porównanie krzywdzące. Pracuje niezbyt pięknie, ale skutecznie. Ciekawostką jest hak mocujący dostępny w dwóch wersjach. Dedykowany DownHillowi pozwala na założenie ciasnej kasety 11-28T, natomiast dłuższy do Freeride’u umożliwia założenie koronki o 32 zębach. Fajne.

Saint

Zjazdowy odpowiednik XTRa. Podobnie jak Zee, te przerzutki Shimano można dostosować adapterem, z tą różnicą, że wtedy mogą przyjąć kasetę o największej zębatce 36T. Nadal jednak do dyspozycji mamy 10 biegów. Poza tym niższa waga, większa precyzja i uszczelnione łożyska maszonowe. No i złota dźwigienka od sprzęgła (Zee też ją ma), abyśmy nie zapomnieli, że DH jest cool.

GRX, czyli gravelowe przerzutki Shimano

Pamiętacie kilka niemal identycznych przerzutek z różnych grup przy sekcji MTB. Otóż w przypadku gravelowej grupy GRX jest odwrotnie. Te przerzutki Shimano różnią się bardzo i spokojnie mogłyby reprezentować zupełnie inne nazwy. No ale nie mi kwestionować logikę korporacji. Nasz stalowy gravel często dostaje jedną z tych grup, możemy więc trochę o nich powiedzieć.

Shimano GRX
Idealnie pasuje do naszego stalowego Gravela.

RX400

10 biegów w standardzie szosowym umożliwia sparowanie jej nie tylko z dedykowanymi klamkomanetkami, a to niebagatelny plus. Dostępna tylko w długiej wersji przyjmuje kasety od największej zębatce od 32 do 36 zębów. Biorąc pod uwagę, że przewidziano tylko współpracę z dwublatowymi korbami, to amatorskiego użytku będzie jak znalazł. Ma też pełnoprawne sprzęgło i budowę zbliżoną do MTB, jest więc świetnym wyborem dla osób ceniących niezawodność w każdym terenie. Przednia przerzutka ma zdecydowanie bardziej szosową budowę, ale zoptymalizowaną pod kątem wciśnięcia szerokiej opony.

Przerzutki Shimano RX810, RX812 i kolejne w wersjach 11-biegowych

11 biegów w dwóch konfiguracjach – z przednią przerzutką lub bez niej. W związku z tym mamy dwie wersje tylnej. 34T i 42T. Ta ostatnia daje radę w większości przypadków, choć w ostrych górach może trochę brakować rozpiętości. W stosunku do konkurencji brak też koronki mniejszej niż 11 zębów. Mimo wszystko pod kątem jakości działania i niezawodności te przerzutki Shimano są jednym z najlepszych wytworów producenta.

Wszystkie dostępne są też w elektronicznej wersji Di2, która jest, co tu dużo mówić, świetna. Sprawdzi się szczególnie w zimę, gdy śnieg i błoto lubią zablokować tradycyjne rozwiązania.

Wynalazki, miejskie przerzutki Shimano i piasty planetarne

Poza grupami typowo hierarchicznymi przerzutki Shimano znajdziemy także w kilku liniach satelickich. W tym wypadku trudno powiedzieć, żeby była to klasyfikacja przerzutek, bo nie ma tu typowej hierarchii. Najbardziej popularne z nich to piasty planetarne.

Nexus i Alfine

Właściwie z technicznego punktu widzenia nie są to przerzutki, gdyż konstrukcja pozwalająca piaście na zmianę biegu jest zupełnie inna od tej przerzucającej łańcuch po zębatkach. Ale niech będzie. Króluje tu Nexus. Najpopularniejszy w wersji trzybiegowej z torpedo, jest używany choćby w niemal każdym rowerze damskim Antymaterii. To pancerna konstrukcja idealna do miasta. Wersje 7 i 8 biegowa trafiają częściej do trekkingów i holenderek.

Shimano Nexus
To jest rzecz absolutnie pancerna.

Przerzutki Shimano Alfine to linia „premium” zapewniająca większą wytrzymałość i świetną kulturę pracy dzięki smarowaniu olejowemu. Są też dużo lżejsze, a przy okazji lepiej wyglądają. Do nasz ulubiony wybó do rowerów paskowych. Dostępne są wersje 8 i 11 biegowa. Można je dostać także w wersji Di2, podobnie jak Nexusa. Ciekawostką jest przednia dwubiegowa przerzutka Nexusa, pozwalająca rozszerzyć zakres przełożeń piasty planetarnej. Cudowny bezsens.

Shimano Alfine
Alfine i pasek to świetne połączenie

Przerzutki trekkingowe

Alivio, Acera, Deore i XT można dostać także w wersjach dostosowanych do jazdy turystycznej. To przypudrowane wersje zaszłych modeli dostosowane do współpracy z trzyblatowymi korbami. Rzecz spotykana niezwykle rzadko, choć zdarzają się amatorzy na XT w wersji 3×10. Warto też odnotować brak sprzęgieł, co upraszcza konstrukcję i ułatwia serwis. W sumie niegłupie.

Metrea

To grupa, która zachwyciła mnie przy głośnej premierze i której nigdy nie zobaczyłem, bowiem nie występuje w naturze. Przerzutki Shimano w konfiguracji 1×11 lub 2×11 z twardym zestopniowaniem, opierające się na szosowych rozwiązaniach, ale zaprojektowane do miasta. Do tego uderzająco piękne. Minusem z pewnością jest masztowa konstrukcja przedniej przerzutki, ale Niestety, są absolutnie nie do dostania u polskiego dystrybutora. Future classic.

Capreo

Mała, urocza przerzutka zaprojektowana specjalnie do składaków. Ekstremalnie krótki wózek dostosowany do napędu dziewięciorzędowego z dużym pojedynczym blatem. Dla jednych ciekawostka, dla innych najważniejszy element roweru składanego. Coś zupełnie z boku klasyfikacji przerzutek Shimano.

Cues

Ciekawy twór stworzony z myślą o elektrycznych MTB. Przerzutki Shimano Cues dostępne są w wersji 1×10 i 1x11m przy czym ta ostatnia obsługuje kasety o zębatkach nawet 50T. Zaprojektowano je jako pomost między systemami Di2 oraz STEPS, a ich główną zaletą ma być automatyczna zmiana przełożeń. Czas pokaże, czy rzecz się przyjmie. Ale wyglądają tak nudno, że aż boli.

Przerzutki Shimano to klęska urodzaju

Ja naprawdę bardzo lubię tę markę, ale jeśli ludzie, którzy zawodowo w tym siedzą notorycznie się gubią, to chyba coś jest nie tak. Z drugiej strony może to tylko narzekania osoby, która tak naprawdę siedzi tylko z boczku branży, bo kimże są mechanicy w porównaniu do firm produkujących setki tysięcy rowerów, które mogą dobrać przerzutki Shimano z dokładnością do centa w swoich arkuszach i zmaksymalizować zyski. Jak to mówią Anglicy: „yes cannons free market” – tak działa wolny rynek. Z drugiej strony lepiej za dużo, niż za mało.

Kliknij aby ocenić ten wpis
[Suma: 2 Średnia: 5]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *